Stwierdzenie, że nie lubię siebie jest dość niekonkretne. Nienawidziłam siebie. Swojego wyglądu i sposobu bycia. Według siebie byłam po prostu nudna. Oczywiście miałam grono przyjaciół które twierdziło zupełnie odwrotnie. Lecz nie ważne co mówili, ja myślałam cały czas to samo.
Czy byłam ładna? To stwierdzenie można było poddawać wielokrotnej dyskusji. Długie do pasa brązowe falujące włosy, które wchodziły w mleczną delikatną czekoladę. Dość szczupła sylwetka i pospolite Quileckie rysy twarzy. Wolałabym bym być jak moja siostra Ashley. Wtedy może obiekt moich westchnień i ten który cały czas zajmuje w moich myślach najważniejsze miejsce zwróciłby na mnie uwagę.
Przystojny Indianin którego mam na myśli ma długie ciemne włosy, jest opalony jak przystało na osobników z naszego plemienia i mogłabym rzec, że z dnia na dzień jest coraz bardziej umięśniony. Mam to szczęście, że siedzę z nim w ławce i tego okrutnego pecha, gdyż kompletnie nie zwraca na mnie uwagi. Z moich wiecznych rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki Rachel Black.
-Ziemia do Kimmi!
-Co? Tak chcę kawę.
Walnęłam zanim zdążyłam pomyśleć. Przecież jest przerwa obiadowa. Co oznacza, że kawa już dawno została wyprzedana. Zazwyczaj już po pierwszej lekcji jej nie było. Spojrzenia dziewczyn w moją stronę utwierdziły mnie w tym, że na prawdę zaczęłam wariować. W naszą krótką wymianę zdań włączyła się Debbie.
-Oj Kimmi Kimmi. Przestałabyś o nim myśleć na okrągło. ON nie jest tego wart.
Słowo On zaakcentowała w taki sposób jakby chodziło o mordercę albo potwora z koszmarów. Dla mnie był słońcem dla moich przyjaciółek potworem. Cóż powiedzmy szczerze, choć przyjaźniłyśmy się od lat byłyśmy od siebie kompletnie różne, ale może to właśnie trzymało nas razem choćby się paliło.
-Przestańcie mówić do mnie Kimmi. Wiecie, że nie lubię tego zdrobnienia.I nie wiem o czym ty mówisz Debbie. Jenna proszę wesprzyj mnie i powiedz jej, że jedyne o czym teraz myślę to o gorącej herbacie. Zaraz zamarznę.
-Kim. Wsparłabym Cię gdybym wątpiła w ich słowa. Lecz Debbie ma rację. Ten dziwak zaprząta twój umysł non stop. Na serio to zaczyna być nie zdrowe.
Dziwak to kolejne określenie którego używały moje przyjaciółki. Szczerze mówiąc to jakiś czas temu, zastanawiając się nad tym ilu określeń już użyły opisując sens mojego życia natrafiłam na pomysł, że zapewne już mają spisany cały słownik. Szczerze miałam trochę dosyć ich uwag na temat tego o kim myślę non stop jak to określiła Jenna. Z opresji uratowało mnie koło ratunkowe rzucone przez moją ukochaną Leah która co prawda myślała o mojej fascynacji w podobny sposób jak dziewczyny, ale jednak potrafiła nadusić tkz. Hamulec kiedy trzeba.
-Chyba nie zamierzasz tego zjeść Kim? Przecież mamy wybór do licha. Możemy skazać się na biegunkę jedząc te breje. Albo jedynie na ból brzucha konsumując coś co można nazwać jadalnym obiadem.
-Przecież to tylko jedzenie.
Oczywiście Leah wkraczała zawsze gdy nie patrząc na to co biorę do jedzenia nakładałam to na wyblakłą zieloną tacę w małej stołówce liceum La Push. Wymawiając swoje spostrzeżenia na temat jedzenia wskazała głową na różnorodność jedzenia które sprzedają w naszej stołówce. Zaczynając od brei która gulgotała w starych zużytych garnkach, przez sałatki z nie najświeższą lecz jadalną sałatką kończąc na kanapkach i koktajlach. Co prawda nie pamiętam kiedy ktoś kupował tutaj koktajl. Ja szczerze mówiąc zawsze wybierałam wodę, herbatę bądź kawę. Ta ostatnia była rzadkością w porze obiadowej. Nawet jeżeli była dostępna to wszyscy mieli na tyle rozumu, żeby wiedzieć, że do obiadu kawa może równać się z godzinną wizytą w toalecie. Niestety połączenie obiadu i kawy w pierwszej klasie dało mi taki właśnie spektakularny ból żołądka, że więcej nie powtórzyłam tego błędu. Poza tym w przerwie obiadowej jedynymi którzy pili kawę byli nauczyciele - dla nich zawsze kawa była jeszcze specjalnie odłożona. Oni jako, że zostawali w szkole dłużej niż uczniowie i zawsze byli przed nimi rano musieli mieć energię na męczenie się z nimi. Choć nie zaliczałam się do trudnych uczniów znałam kilku z nich, m.in. Andrew Bensona. Kapitana drużyny footbollowej. Jego matka była prawniczką ale ze względu na męża zamieszkała w La Push. Choć perspektyw tutaj nie ma. Ale wszystko przypieczętowało się gdy zaszła w ciążę i ojciec Andrew się jej oświadczył. Niestety miałam okazję poznać tę kobietę. Nie należała do osób miłych. Na pewno można było powiedzieć, że jest upartą i opryskliwą osobą. Z przykrością zauważyłam, że jej syn wszystkie cechy i wady ma po niej. Za to ojciec Andrew to kompletne przeciwieństwo zarówno żony jak i syna. Prowadzi mały sklep wędkarski w La Push. Jest bardzo spokojnym i miłym mężczyzną. Kilka razy gdy udałam się do niego z tatą miałam okazję z nim porozmawiać. Stąd też nachodziło mnie co jakiś czas pytanie czy czasami Andrew nie jest synem innego mężczyzny. Bo przecież mówi się, że jaki ojciec taki syn. A ja żadnego podobieństwa u nich nie dostrzegałam. Często łapałam się na tym, że kolejka do kasy w stołówce jest dość długa tym bardziej gdy się przychodzi jako środkowi a liceum w La Push nie ma jakoś zawrotnej liczby uczniów. Wtedy trzeba poczekać na swoją kolej. A ja już na tyle znam moje przyjaciółki by wiedzieć, że wystarczy od czasu wtrącić jakieś mało znaczące słowo by podtrzymać rozmowę. Myśli o Andrew nachodziły mnie tylko czasami ze względu na to, że moja mama jest daleką kuzynką jego ojca więc czasami o nim rozmawiamy. A potem ja widząc go w stołówce zastanawiam się czy połowa jego korzeni na pewno jest z La Push. Z ciągłych myśli wyrwał mnie piskliwy krzyk dziewczyny. Niestety znałam jej oprawczynię zbyt dobrze.
-Ty mała żmijo. Uważaj jak leziesz! O mało nie zniszczyłaś bluzki która jest warta 100 razy więcej niż ty!
Cała stołówka oderwała się od swoich zajęć by spojrzeć na osobę która została biedną ofiarą szkolnej laluni zwanej przez przyjaciół Ash. Przeze mnie koszmarem przez innych szmatą a jeszcze ci odważniejsi rzucali w umysłach słowo suka. Moim pechem było to, że doskonale wiedziałam kim jest ta drobna dziewczyna. Choć starała się jak mogła by całkowicie odciąć się od rodziny, to jej przyjaciele i moi niestety znali prawdę. Bo ta mała i drobna osoba mająca wielki temperament i nie mogąca zamykać buzi na kłódkę to moja młodsza siostra Ashley Marion Connweller. Nie znosiła drugiego imienia tak samo jak nazwiska. Nie wspominając, że nie znosiła rodziny.
Cała stołówka oderwała się od swoich zajęć by spojrzeć na osobę która została biedną ofiarą szkolnej laluni zwanej przez przyjaciół Ash. Przeze mnie koszmarem przez innych szmatą a jeszcze ci odważniejsi rzucali w umysłach słowo suka. Moim pechem było to, że doskonale wiedziałam kim jest ta drobna dziewczyna. Choć starała się jak mogła by całkowicie odciąć się od rodziny, to jej przyjaciele i moi niestety znali prawdę. Bo ta mała i drobna osoba mająca wielki temperament i nie mogąca zamykać buzi na kłódkę to moja młodsza siostra Ashley Marion Connweller. Nie znosiła drugiego imienia tak samo jak nazwiska. Nie wspominając, że nie znosiła rodziny.
-Przepraszam! Nie chciałam!
Dziewczyna załkała i wybiegła ze stołówki. Było mi jej szkoda. Widziałam strach w jej oczach. Kilka osób się zaśmiało a cała pozostała grupa osób wróciła do swoich poprzednich zajęć. W których skład wchodziła konsumpcja obiadu.
-Rany tej lalce brakuje piątej klepki.
Usłyszałam głos Debbie a zaraz po niej reszty moich przyjaciółek które już zapłaciły za jedzenie i w końcu nadeszła moja kolej. Podczas gdy ja zapłaciłam za jedzenie dziewczyny już ruszyły w stronę stolika który najczęściej zajmowałyśmy. Szłam za nimi w między czasie patrząc na zegarek była 12:13 dokładnie teraz moje serce przyśpieszyło a moje zielone oczy powędrowały w kierunku stolika przy którym siedziała moja siostra i jej wierna grupa słuchaczy. Wśród osobników którzy szli do stolików zauważyłam tego przez którego przechodziłam palpitacje. Mianowicie Jared Cameron kroczył ku wolnemu miejscu przy stoliku jego kumpli w których skład wchodził m.in. Paul Lahote i Andrew Benson. Przy którym również wesoło świergotała moja siostra każąc przesunąć się koleżance by Jared zajął miejsce obok niej. Sama nie wiem czemu ale za każdym razem gdy szłam przez stołówkę między 12:13 a 12:15 szukałam go wzrokiem i za każdym razem miałam to same uczucie delikatnej lodowej igiełki przeszywającej moje serce. Bo siedział z nią. Z tą której ja tak nienawidziłam i zarówno się bałam. Gdy już doszłyśmy do naszego stolika usiadłyśmy i zaczęłyśmy jeść. Dopiero wtedy spojrzałam na to co miałam na talerzu. Kanapkę z lekka zwiędniętą sałatą i wodę mineralną. Po kilku sekundach gdy próbowałam odkręcić nakrętkę poczułam delikatny dotyk na ramionach i zobaczyłam roześmiane twarze naszych gości. Gości którzy codziennie z nami siadali i byli zawsze uśmiechnięci. A mając na myśli tych roześmianych gości to byli to Blaine i Jack Anderson, Derek i Brenda Coster, Scott Delevay, Nick i Drew Valey, Theo i Caleb Dale, Caitlyn Meller, Chloe Nelson. To osoby które w trymiga dotarły do naszego stolika. Brakowało jeszcze kilku więc rozejrzałam się po stołówce i spostrzegłam nasze zgubu które szły z pełnymi tacami jedzenia. Od jakiegos czasu zaczęłam się martwić, że jedząc tyle przytyją. Gdy zobaczyłam roześmianą twarz Quila Ateary od razu odwzajemniłam uśmiech i wskazałam miejsce obok siebie. Za nim szedł Jacob Black mój brat Cody Connweller i Embry Call którzy usiedli obok nas. Szczerze zaczęłam się zastanawiać jak mała stołówka La Push jest w stanie pomieścić tyle osób, oraz jak to możliwe, że od jakiegoś czasu mój brat i jego przyjaciele mają takiej wielkości żołądki, że pochłaniają więcej niż zwykłe.